Logo TNBSP
zaprojektował i opracował graficznie mgr Bogusław Czyczkan
Wyjazd edukacyjny: LWÓW

Początek kwietnia był dla nas, Polaków, czasem szczególnym. Czas wielkiej narodowej żałoby sprawił, że wiele osób do ostatniej chwili wahało się, czy jechać z Towarzystwem Nauczycieli Bibliotekarzy Szkół Polskich do Lwowa w ramach wyjazdu edukacyjnego. Pojechaliśmy jednak prawie wszyscy - smutni, przygaszeni, pełni refleksji, ale mimo wszystko - ciekawi nowych miejsc, wrażeń, przeżyć.

Pierwszym etapem naszej podróży była Żółkiew - dawne włości rodów Żółkiewskich i Sobieskich. Pusty rynek otaczają mury miejskie, stoi zamek, w którym tak chętnie przebywał Jan Sobieski (tu prezentował zdobycze spod Wiednia). Zwiedziliśmy wczesnobarokowy kościół parafialny, kościół bazylianów, synagogę oraz dawny kościół dominikanów, gdzie znajdują się groby matki i brata Jana Sobieskiego. Praca polskich konserwatorów pozwala żywić nadzieję, że te tak ważne dla kultury i historii Polski zabytki nie sczezną, jak wiele innych polskich śladów...

Piątek był dniem niezwykle ważnym i ciekawym - rankiem wyruszyliśmy poza Lwów - do Oleska, Podhorców i Złoczowa. Olesko - zamek na wysokim wzgórzu, miejsce urodzin nieszczęsnego Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana Sobieskiego. Oglądając zrekonstruowane wnętrza XVII-wiecznego magnackiego dworu, stojąc przed wielkim obrazem Marcina Altomontego "Sobieski pod Wiedniem" mieliśmy wrażenie, że obcujemy z wielką historią, chwałą oręża polskiego i znakomitą sztuką. Tym większym kontrastem był zamek w Podhorcach. Założenie pałacowo - obronne było ostatnio szpitalem psychiatrycznym i po jego wyprowadzce ulega katastrofalnej destrukcji. Po pustych pokojach hula wiatr, gwiżdże w marmurowych kominkach i trzaska oknami z wybitymi szybami. Podobnie w klasycystycznym kościele z fundacji i projektu Wacława Rzewuskiego - pachnie stęchlizną, na bębnie kopuły widać ślady po kulach, bo strzelano do malowanych portretów ewangelistów...

Następnym punktem naszego programu miał być Złoczów. Tylko przytomności kierowcy zawdzięczamy, że bez wypadku skończyło się spotkanie z dawną austriacką koleją - nasz nowoczesny autokar nie zmieścił się pod wiaduktem. Zamiast ryzykować objazd przez Tarnopol, zdecydowaliśmy się na zwiedzanie Poczajowa. Dawny kościół bazylianów ufundowany przez starostę kaniowskiego Mikołaja Potockiego, wchodzi w skład Ławry, czyli zespołu cerkiewno - klasztornego podległego Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego (choć to Ukraina!). Lśniące złotem kopuły, kolorowe wnętrza, ostentacyjne bogactwo, wielość osób doglądających porządku, stanowiły przykry dysonans po zwiedzanych uprzednio katolickich czy unickich zabytkach. Odziane przymusowo w chustki i spódnice - zapaski, zwiedzałyśmy wnętrza, gdzie ze ścian patrzyły na nas wielkookie święte i czcigodni pustelnicy.

Jak pisałam już wcześniej, piątek był dniem szczególnym. Dzień papieskiego pogrzebu zakończyliśmy w restauracji "Kopuła". We wnętrzu urządzonym w dawnym mieszkaniu Wolskich, wśród mebli, bibelotów, fotografii i wachlarzy, pośród wiszących na ścianach pamiątek po Arturze Grottgerze, po dawnym Lwowie i ludziach, którzy tworzyli jego niepowtarzalną atmosferę, w skupieniu słuchaliśmy wierszy poświęconych Janowi Pawłowi II, fragmentów Jego pism, śpiewaliśmy "Barkę"... Nie mogę nie nawiązać do dawnych właścicieli tego wnętrza - tu przecież mieszkała Wanda Monne', narzeczona i opiekunka Artura Grottgera i jej córka Maryla, młodopolska poetka .Tu także mieszkała córka Maryli - Beata Obertyńska, poetka i pisarka, której wstrząsające wspomnienia W domu niewoli, z sowieckiego więzienia i łagrów, przez wiele lat były na indeksie cenzury.

Kolejny dzień, sobotę, przeznaczyliśmy na poznawanie zabytków Lwowa: Cmentarza Łyczakowskiego, Cmentarza Orląt, katedr czterech obrządków, ratusza i rynku z kamieniczkami pamiętającymi króla Jana, apteki, gdzie pracował Ignacy Łukasiewicz i wreszcie Ossolineum, właściwie głównego celu naszego wyjazdu. Spotkało nas tam ogromne rozczarowanie - ledwie udało się wejść do gmachu Biblioteki im. W. S. Stefanyka (taką nazwę nosi obecnie) i zwiedzić ogólnodostępne czytelnie, sale komputerowe, informatoria oraz małą wystawę wydawnictw Ukraińskiej Akademii Nauk, której filią jest biblioteka. Pracownie, zbiory specjalne, polonica i cymelia pozostały dla nas niedostępne.

Ciekawe przeżycia przyniósł wieczór w Operze, najpiękniejszym bodajże budynku w całej przedwojennej Polsce, na moniuszkowskim "Strasznym dworze", wystawionym w języku polskim we współpracy z Wrocławiem. Jeszcze pożegnalny spacer w niedzielny poranek po śpiącym Lwowie i zaczął się nasz powrót do Polski. "Po drodze" zwiedzaliśmy Zamość - w strugach deszczu i w przenikliwym zimnie żałując, że tak nagle przyszło załamanie pogody, które skutecznie uniemożliwiło dokładne poznanie tej perły nad perłami wśród polskich miast.

W drodze powrotnej, zmarznięci i zmęczeni snuliśmy jednak nowe plany, rozmawialiśmy o X Forum, które w październiku odbędzie się w Kołobrzegu oraz wspominaliśmy to, co przeżyliśmy podczas tych kilku dni we Lwowie i w jego okolicach.

Zdjęcia z wyjazdu...

Powrót Aldona Szpejn
Zespół Szkół nr 36 w Warszawie